Żałoba to stan normalny, jeśli nie trwa wiecznie
Dziękuję pani, bardzo mi pani pomogła. Jestem taka wdzięczna – słucham słów matki, która utraciła syna w wyniku śmierci samobójczej i ostatni raz patrzę jej w oczy. To nasze ostatnie spotkanie psychoterapeutyczne. Wiem, że nikt nie zdoła opisać ogromu cierpienia, przez które przeszła. Jednak dzisiaj wiem też, że jest gotowa rozpocząć dalsze życie. Otworzyła się na rodzinę, na dzieci, wnuków, nowe towarzystwo. Podróżuje i wykonuje codzienne obowiązki. Zanim dopuściła do głosu miłość do życia - terapia trwała półtora roku.
Jej historia głęboko zapadła mi w serce. Krok po kroku razem przechodziłyśmy przez wszystkie etapy jej żałoby. Zaczęła radzić sobie z emocjami i wyzwaniami jakie stawia życie. Wierzę, że teraz poradzi sobie z każdą przeszkodą.
Szok, który towarzyszy pierwszym dniom żałoby nie jest łatwy. Negatywne uczucia mogą być przyczyną, która powoduje w naszym ciele różnorodne choroby. Aby włosy przyprószyła siwizna musi minąć zwykle wiele lat. Natomiast emocje, gdy przeżywamy wielki wstrząs psychiczny, stres, mogą to sprawić w ciągu jednej chwili.
Ciężki uraz po gwałtownej, nagłej śmierci może trwać więcej niż rok – czasami nawet 3-5 lat. Jeśli nie przejdziemy wszystkich etapów okresu żałoby i nie pożegnamy się ze zmarłą osobą, żałoba po niej może nam towarzyszyć przez całe życie – mówimy wtedy o żałobie patologicznej.
Zazwyczaj jednak proces żałoby trwa około roku. Nic dziwnego, że tyle czasu potrzebujemy by uporać się ze stratą kochanej osoby. Nie wymażemy obrazów z naszych umysłów: dotyku dłoni, spojrzenia, miłych słów, wspólnych śniadań, obiadów i kolacji i wielu innych chwil. Dla organizmu rozstanie na zawsze z osobą tak bliską to wielki szok. Straty tak jak i zyski są nieodłączną częścią naszego życia. Musimy zmagać się ze śmiercią (codziennie zdarzają się wypadki drogowe, utonięcia, choroby), rozwodami, (które wypychają radość z naszych związków, powodują nieufność wobec miłości i bliskości), rozstaniami wynikającymi z innych przyczyn (np. wyjazd partnera, partnerki za granicę w poszukiwaniu pracy), utratami zdrowia, stratami majątku, utratami wynikającymi z klęsk żywiołowych, utratami pracy – takie wydarzenia są podobne żałobie. Są to realne utraty. Nieodłącznie wiążą się z życiem. Inne są utraty zwane symbolicznymi np. utrata poczucia własnej wartości, dobrego imienia, dobrego mniemania o sobie. Nie godzimy się na nie, są przez nas nieakceptowane i mogą zaowocować melancholią, która również wymaga leczenia.
Zarówno kiedy umiera lub odchodzi ktoś bliski - albo my decydujemy się odejść, nie wiemy, co mamy dalej robić. Zastanawiamy się jak będzie wyglądało nasze życie, czy sobie poradzimy. Czujemy jak otacza nas gęsta mgła oddzielająca nas od innych ludzi. Powietrze wokół nas staje się gęste. Dotychczasowy rytm dnia ulega zakłóceniu. Subiektywnie odczuwamy brak kontroli nad nastrojem. Coś w nas łka i zawodzi. Czasami bywa też tak, że utratę odczuwamy jako wielką ulgę. Jednak zazwyczaj smutek towarzyszący chwili śmierci i rozstania bywa nie do zniesienia. Lęk, samotna noc, płacz w miękką poduszkę, bezsenność to normalne stany bezpośrednio po doznaniu straty. Święta, rocznice, uroczystości rodzinne – wszystko to nam przypomina utraconą osobę. W umyśle pojawiają się obrazy minionych zdarzeń, chwil, rozmów. Jeśli utraty są realne mówimy o procesie żałoby, jeśli symboliczne o melancholii.
W jaki sposób przechodzimy żałobę?
Żałoba jest procesem, w którym opłakujemy stratę. Bez względu na wiek wszyscy potrzebujemy miłości i bycia blisko kogoś, kto nas kocha. Jeśli tracimy towarzysza lub towarzyszkę naszego życia, dziecko, zdarza się, że możemy też utracić chęć do dalszego życia. Przywrócenie poczucia łączności z innymi ludźmi jest absolutnie niezbędne dla zachowania zdrowia – w tym pomaga nam proces żałoby.
I etap – szok, zaprzeczenie. Na tym etapie trudno nam zaakceptować fakt utraty. Próbujemy zaprzeczać - „to nie mogło się stać”, „stoi przede mną jak żywy”, „czuję jego (jej) obecność”, „wydaje mi się, że go widzę”, „to niemożliwe”. Zadajemy sobie pytanie na , które nie uzyskujemy jeszcze odpowiedzi: „jak to się mogło stać?”, „jak mogło do tego dojść”, „dlaczego mnie to spotkało?”, „dlaczego jego, ją to spotkało?”. Szukamy winnych zaistniałej sytuacji, oskarżamy lub obwiniamy siebie. Utrata bliskiego kontaktu bywa często doświadczana jako „złamane serce” lub skurcz czy jakiś nieokreślony ucisk w piersi. Mamy wrażenie, że brakuje nam tchu, coś nam przeszkadza oddychać. Jeśli tłumimy uczucia odczuwamy brak żywotności. W tym czasie bywa, że przywdziewamy grubą zbroję, przez którą nie mogą się przebić miłość i pragnienie bliskości. Ciężko nam zaakceptować fakt, że śmierć, tanatos stanowią drugi kraniec życia i są z nim nieodłącznie związane. Zmienia się nasz wygląd na smutny, ciężki. Drogą do drugiego etapu, do przepracowania żałoby jest wielokrotne opracowanie związku z obiektem utraty. Pamiętajmy o tym, że najsilniejsze są związki niewyartykułowane. Im bardziej człowiek nosi obrazy w sobie, tym bardziej jest związany z obiektem. Być może nasze dotychczasowe życie było zbyt silnie uzależnione od jednej osoby, a może śmierć zabrała nam , unicestwiła obiekt naszej miłości, zniweczyła plany. Teraz trudno nam skierować się ku innym osobom. Jeśli identyfikujemy się ze zmarłym czasami mamy ochotę zjednoczyć się z nim, a tym samym również unicestwić siebie. Pragnienie to może być silne i bardzo dla nas niebezpieczne. Zaprzeczenie umacnia także irracjonalne myślenie oraz przekonanie, że możemy sobie nie poradzić w życiu sami. Życie ulega dezorganizacji. Jednak kiedy dopuścimy do siebie fakt straty zauważymy, że rozpoczął się okres naszego zdrowienia.
II etap – dopuszczenie do siebie myśli, że odejście bliskiej nam osoby jest faktem.
Na tym etapie jesteśmy w stanie wytłumaczyć sobie stratę. Obiekt staje się bardziej realny i zaczynamy uzyskiwać ambiwalencję (widzimy tę osobę jako różnorodną z jej dobrymi i gorszymi cechami). Rozpoczyna się okres opłakiwania straty. Proces opłakiwania niesie za sobą łzy i zawodzenie, co uwalnia napięcie lub bolesny skurcz w sercu. Jesteśmy pogrążeni w żalu i rozpaczy. Niebezpieczeństwo tkwi w tym, że możemy próbować radzić sobie w tym okresie z bólem poprzez samowolne branie lekarstw (jeśli przepisze nam je lekarz i jesteśmy pod kontrolą może nam to dopomóc) lub innych używek (np. alkohol). Czasami mogą wystąpić gniew, agresja jako silne emocje i zachowania. Ważne w tym okresie jest to, aby nie pielęgnować w sobie cierpienia, by nie stać się jego niewolnikiem. Ten etap ma za zadanie pożegnanie osoby i poczucia straty. Są osoby, które przez lata trzymają np. ubrania osoby, która już dawno odeszła i nie mogą się emocjonalnie odseparować. Na tym etapie próbujemy też tłumaczyć sobie stratę: „to była jej decyzja”, „los tak chciał”, „choroba może dotknąć każdego w najmniej spodziewanym momencie”, „to był wypadek” etc. Ból po stracie może też pojawić się w postaci poczucia winy np. „gdybym wcześniej namówił ją do leczenia, żyłaby”, „nie jestem zbyt dobry, by mogła wytrzymać ze mną” itd. Ważne jest, aby można było otworzyć się przed kimś, kto potrafi nas zrozumieć, wysłuchać. Szczególnie pomocne jest wysłuchanie, nie udzielanie rad. Uzewnętrznienie uczuć przynosi znaczną ulgę. Rozmowa daje osobie cierpiącej możliwość wypowiedzenia tego, jak czuje się osoba doznająca straty. Możemy słuchając powiedzieć: czuję, że jest ci ciężko, niełatwo, trudno, możemy współbrzmieć, co pozwala odreagować ból. Niektórzy uznają stratę bliskiej osoby za tak dużą, że pozostają samotni na całe życie. To ostatnie zadanie skierowania emocji, otwarcia się na energię życia wydaje się najtrudniejsze. Pozwólmy sobie na ból, nie szukajmy nadmiaru zajęć, towarzystwa na siłę by zagłuszyć cierpienie. Kiedy dopuszczamy smutek, płaczemy, szlochamy - poczujemy ulgę. Ktoś kiedyś powiedział, że „łzy są rzeką życia”. Jeśli nic nie czujemy, próbujemy zagłuszyć uczucia, nie okazywać ich, unikamy wszystkiego, co przypomina nam utraconą osobę, to nie przeżywamy żałoby. Stan żałoby jest stanem normalnym - stan nie przeżywania żałoby stanem patologicznym.
III etap – zamykanie procesu żałoby. Prawdziwą miłością jest pozwolenie na odejście innemu człowiekowi. Powoli przyzwyczajamy się do własnego, samodzielnego życia. Zagospodarowujemy czas według naszego uznania. Zwracamy się ku życiu. Zaczynamy je czuć. Echo smutku będzie się w nas jeszcze odzywało w różnych okolicznościach, jednak umożliwia nam ono normalną egzystencję. Zaczynamy wiązać się też z innymi osobami. Kiedy możemy wspominać utraconą osobę bez bólu oznacza to zakończenie procesu żałoby. Ulga polega na tym, że obiekt żałoby znajduje się w naszej nieświadomości - czyli mamy brak świadomej rany.
IV etap – koniec żałoby. Po czym możemy rozpoznać, że proces żałoby się zakończył? Taką oznaką jest to, że przez większość czasu czujemy się dobrze, zaczynamy stawiać czoła problemom jakie niesie z sobą życie, uwalniamy się spod władzy smutku. Otwieranie serca na inne istoty to oznaka adaptacji do nowych dla nas warunków, już bez osoby, z którą byliśmy dotąd związani. Kiedy widzisz biedronkę chodzącą po liściu, kroplę wody na źdźble trawy, motyla i jego piękne kolorowe skrzydła, czujesz promienie słońca na swojej twarzy i przyjemnie muskający cię wiatr, i widzisz w nocy gwiazdy na niebie, oznacza to, że czas żałoby już się zakończył.
Zdrowienie nie może być oddzielone od psychologicznego rozwoju, gdyż człowiek stanowi jedność psychofizyczną i jest częścią natury.
Małgorzata Mazurkiewicz
Polecam książkę: Smutek, strata, żałoba. Jak sobie z nimi radzić? Jak pomóc innym? Manu Keirse Radom 2004r.
